Sukces ma twarz matki?
O tym, jak schematy z naszych relacji mogą ujawniać się również w biznesie

Z racji zamiaru tworzenia własnej działalności moim największym polem transformacji jest aktualnie sfera biznesowa.
Kilkakrotnie usłyszałam, że “sukces ma twarz matki”. Przyglądając się swoim wzorcom, reakcjom i odczuciom odnośnie sfery biznesowej z intencją “uzdrowienia” tego, co potencjalnie mogłoby sabotować sukces w tym obszarze, dostrzegłam schemat, który ujawniał się w relacji z najbliższą rodziną.
Doszłam zatem do wniosku, że rzeczywiście stwierdzenie “sukces ma twarz matki” głosi pewną część prawdy, natomiast nie zawężałabym tej sfery tylko do jakości relacji z matką.
Przedsiębiorczość jest bardzo “pojemną” sferą, na którą składa się wiele tematów: przekonania odnośnie pracy, pieniędzy, sukcesu, a nawet obraz samego siebie, czyli na ile widzę siebie, jako istotę utalentowaną i wiem, że po prostu zasługuję. Te programy mogą ujawniać się na wielu różnych płaszczyznach oraz pochodzić z wielu poziomów, dlatego warto przyglądać się swoim wzorcom zachowań oraz odczuciom w różnych sferach życia.
A ponad tym wszystkim zawsze stoi intencja, czyli z jakiego powodu w ogóle się tym zajmuję?
Nigdy nie chodzi o to, że w biznesie “masz farta” albo “masz pecha”. To bardzo powierzchowne podejście, niesięgające głębiej i niedotykające istoty sprawy.
Wracając do własnych procesów, zobaczyłam bardzo wyraźnie, jak jeden schemat i „lęczek” przejawiają się nie tylko w relacjach, ale także rzutują na charakter moich doświadczeń w sferze biznesowej.
Tak jak w poprzednim artykule, nim przejdę do treści zasadniczej, chciałabym przedstawić jego główną intencję. Nie chodzi o to, aby zrobić na sobie wiwisekcję, poużalać się nad sobą ani opowiedzieć jak mi ciężko. Mimo że tożsamość ofiary daje czasem o sobie znać, to jednak ten etap życia - na szczęście - mam za sobą.
Ostatnie procesy, które się u mnie zadziały, stały się dla mnie inspiracją, żeby poprzez własny przykład i to, co u siebie zauważyłam, zainspirować również Was do spojrzenia na siebie z innej perspektywy.
Do poeksplorowania oraz podejścia do siebie z ciekawością, zamiast z pozycji:
„Co ze mną znowu nie tak?”
Warto spojrzeć głębiej, gdyż to naprawdę pozwala wyjaśnić wiele spraw i wyprostować wiele ścieżek.
Zauważyłam, że aktualnie moim największym wyzwaniem w tworzeniu własnej działalności jest “przyciągnięcie” odbiorcy, zainteresowanie go w ogóle moim projektem oraz tym, co tutaj robię.
Zupełnie nie brakuje mi pomysłów. Opracowałam kompletną Mapę Świadomego Rozwoju, mam strukturę, system, własny model pracy ze sobą. W zasadzie wszystko jest na miejscu.
Kiedy słucham różnych ekspertów na temat prowadzenia działalności w sieci, ciekawe jest to, że u mnie występuje odwrotny problem. Ja umiem w strukturę, natomiast gorzej jest z odbiorcą… Niektórzy mają odbiorcę, ale u nich z kolei gorzej jest ze strukturą.
Zaczęłam zatem patrzeć, z czego to u mnie wynika. Połączyłam kropki i zauważyłam pewien ciekawy schemat.
Trudno jest mi być tak totalnie AUTENTYCZNĄ. Jest we mnie pewien lęk przed wyjściem w stu procentach do ludzi. Tę analogię dostrzegłam w relacji z rodziną urodzeniową.
Włączał się we mnie mechanizm obronny i przygotowanie się na atak. Jeżeli powiem coś, co jest prawdziwe dla mnie i pokażę, co naprawdę się u mnie dzieje, to spotkam się z oceną, krytyką i generalnie z walką, podczas której będę musiała bronić swojego zdania.
Zauważyłam, że to podejście przekłada się również na moją relację z odbiorcami.
Niedawno w rozmowie z koleżanką powiedziałam, że boję się wyjść w stu procentach do ludzi, bo obawiam się, że - i tutaj cytat:
„Robię coś wartościowego, daję coś z serca, a ktoś przyjdzie, nasra na to i najszcza, więc boję się, że po prostu mnie to przygniecie.”
Celowo nie wygładzam mojej wypowiedzi. Warto zwracać uwagę na dokładne sformułowania, które pojawiają się w Twojej głowie i które wypowiadasz do innych, ponieważ znajduje się w nich bardzo, bardzo, BARDZO dużo informacji o Twoich wzorcach.
Dobór słów nigdy nie jest przypadkowy. Dobierasz je tak, jak to wygląda u Ciebie w polu.
Wracając do mojego schematu, to jest tak, jakbym mówiła:
“Z jednej strony Was zapraszam, ale z drugiej strony się Was boję”
Dla zobrazowania, wyobraźcie sobie, że zapraszacie gości, ale przy wejściu czeka na nich drut kolczasty pod napięciem, bramka jak na lotnisku, a w całym domu monitoring. Chyba zrezygnowaliby z wizyty, bo nie czuliby się w takich okolicznościach “bezpiecznie”, gdy gospodarz traktuje ich jak potencjalnego wroga.
Oczywiście trochę koloryzuję, ale chodzi o to, żeby unaocznić schemat.
Dodatkowo wiem, że w moim przypadku dotyczy to również poczucia własnej wartości i uzależniania go od oceny innych. To wszystko łączy się z Istotą Autentyczności.
Natomiast czy widzicie już tutaj wzorzec?
Nie pokazuję się w pełni z lekkością, swobodą i odwagą, ponieważ jest we mnie lęk, który gdzieś wyszedł z domu rodzinnego. Zakładam zbroję, zanim jeszcze cokolwiek się wydarzy.
Tutaj mamy słynną polaryzację - minus zawsze szuka plusa.
Ktoś, kto się broni, znajdzie kogoś, kto będzie go atakował - oczywiście podświadomie. Jeżeli więc już na starcie jest we mnie przygotowanie do walki, zakładam zbroję, to mamy już dwa bieguny tej samej dynamiki: atak i obronę.
To z kolei wyjaśnia, dlaczego ten projekt jest dla mnie tak ważny.
Dzięki niemu sama wzrastam i uczę się być stuprocentowo autentyczna. Mimo że wiem, na czym autentyczność polega, sama jeszcze się jej uczę.
No dobrze, widzę wzorzec. I co dalej?
Przepracowanie takiego wzorca sprowadza się do trzech etapów, o których będę mówić szerzej podczas drugiego warsztatu, poświęconego podświadomym wzorcom.
Po pierwsze - UJRZEĆ.
Uczciwie przed sobą przyznać: „Tak. Dokładnie tak mam. Mam taki wzorzec.”
Kiedyś miałam wrażenie, że to jest pestka i w zasadzie niewiele wnosi. Natomiast obserwując ludzi, widzę, że wielu ma problem już na tym etapie, ponieważ zatrzymują się na postawie ofiary, obwiniając świat zewnętrzny o “swój los”.
Z drugiej strony, ważne jest również to, aby uznać swój ból, zamiast wchodzić przesadnie w różową duchowość:
„Bo ja jestem miłością i akceptacją. Ja nie jestem moimi myślami i emocjami.”
Jesteś wszystkim. I tym, i tym. To Cię jedynie nie definiuje. Chodzi o to, co wybierasz.
Kolejnym elementem jest uszanowanie tego, co zobaczyłaś/zobaczyłeś, a następnie przepracowanie, czyli konsekwentne wybieranie nowego, zdrowego wzorca NA CO DZIEŃ.
Kiedyś potrzebowałaś/potrzebowałeś tego programu, żeby przeżyć. Z tego właśnie względu należy mi się szacunek. Teraz przyszedł moment, żeby się z niego zwolnić i stanąć w tym, co zdrowe.
Możesz zaobserwować, na ile dany wzorzec został już u Ciebie uwolniony, nawet wyświetlając sobie to procentowo. Możesz powiedzieć do siebie:
„Widzę to i rozpoznaję ten wzorzec. Odsyłam go do Źródła Życia”
Podczas drugiego warsztatu pokażę dokładnie dekodykę przekonań oraz powiem więcej o formułach kasacyjnych oraz programujących ze Źródła Życia. W tym miejscu podaję jedynie kwintesencję uwalniania programów.
Jeżeli widzę, że stary wzorzec znowu się ujawnia - to jest okej. To normalne, że przez jakiś czas będzie się jeszcze pojawiał.
Chodzi o to, żeby go zauważyć, uznać i uwolnić.
Z czasem możesz zauważyć, że pojawia się w Tobie neutralność. Coś, co kiedyś było dla Ciebie automatyczne, stopniowo zanika i jest gdzieś za mgłą.
Masz dojść do stanu pełnej akceptacji bez potrzeby zmieniania kogokolwiek. Chodzi o to, żeby uświadomić sobie:
„Oni tacy są. Nie potrafią inaczej i nie mają innych zasobów.”
Twoim zadaniem jest przestać na to reagować, uzdrowić wzorzec w sobie i oddać to, co należy do Twojej rodziny lub ludzi wokół Ciebie.
Reagując na coś emocjonalnie, również bierzesz na siebie część ich wzorca.
Mówiąc kolokwialnie, jeśli coś Cię “rusza”, to znaczy, że coś jeszcze dotyka w Tobie czułego punktu, który woła o Twoją uwagę.
Oddaj to, co należy do innych, by poczuć w sobie całkowitą wolność od tego wzorca.
Wtedy wzorzec zostaje przepracowany. Nie wtedy, kiedy druga strona wreszcie zachowuje się tak, jak ja chcę.
Tylko wtedy, kiedy ona może być dokładnie taka, jaka jest, a ja przestaję automatycznie wchodzić w stary mechanizm.
Widzę.
Uznaję.
Uwalniam.
I wybieram inaczej.

